Rano po
śniadaniu poszłam do deszczowanego ogrodu. Chwilę pochodziłam, nawet nie trzeba
parasola. Wlazałam do altany i zaczęłam sobie w głowie szukać NAZWY na ten rodzaj deszczu. Zdecydowanie nie jest to mżawka,
nie jest to też kapuśniaczek. Tylko kapanie. Coś, co oznacza, że z nieba
spadają krople na tyle często, jedna o 30 cm od drugiej, że wystukują powtarzalny rytm i
trudno uznać że „nie pada”. A jednak rozstawione są w spadaniu na tyle rzadko, że człowiek poważnie się waha,
czy to jest już deszcz.
Dylemat
podobny do tego, kiedy z ziarenek piasku, składanych jedo do drugiego, robi się
coś, co można nazwać już „kupką piasku”?
Zdecydowałam
się na NAZWĘ tego rodzaju deszczu:
„kapaczyk”.
- „Weź parasol, mżawka na zewnętrz”
- „E, tam, od razu mżawka. Kapaczyk raczej”
....
p.s. Czy gęstsza jest mżawka, czy kapuśniaczek? A może to nie gęstość je różni, tylko jakaś inna cecha? Albo są - synonimami?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz