czwartek, 18 grudnia 2014

Jestuhrować i Jestuhrowany

Jeden post temu pisałam o czasownikach
i przymiotnikach kreowanych od nazwisk.
 
Zadałam sobie nawet zadanie, by skonstrować slowa z nazwiska Jerzego Stuhra I Macieja Stuhra.
 
 
I proszę. Pani Krystyna Janda napisała o jego, Jerzego Stuhra, walce z chorobą.
Chwała jej za to.  Wypowiedź taka szczera. Wypowiadana jakby ze wzruszeniania i z natchnienia, po długiej kolacji z przyjacielem, przy kieliszku wina (jednym, bo nie chodzi o "in vino veritas", lecz o refleksyjny nastrój wieczorny), o cudzej chorobie, przemawia mocniej przeszywająco, niż wypowiedź tego, kto chorował i się z tej choroby zwierza. To, co powiedziała Janda, jest poezją. Taką prawdziwą poezją, jak Herberta, Leśmiana czy Langego.
 
 
I przy tej lekturze odkryłam znaczenie słowa, które poprzednio wymyśliłam i ktoremu miałam, za zadanie sobie zlecone, nadać znaczenie.
Dwóch słów właściwie:
Jeshturować (od Jerzego Stuhra)
Jeshturowany (od tegoż).
 
Od dziś te słowa mają dla mnie znaczenie:
 
jeshturować = żyć po raz drugi
jestuhrowany = zmartwychwstały
 
 
p.s.
Panie Macieju,
Pan jeszcze musi poczekać na moje znaczenie mojego, z Pana, stworzonego slowa (mashturować). Myślę już jednak, że je połączę z genialnie zagranym "Pokłosiem".

piątek, 14 listopada 2014

Zrób przymiotnik od swojego nazwiska

Daniel Dennett utworzył rzeczowniki, przymiotniki i czasowniki od nazwisk znanych filozofów, odwołując się do ich najsłynniejszych doktryn. „Na przykład habermass to rzeczownik oznaczający <religijną ceremonię, służącą wywołaniu iluzji rozumienia dzięki przyśpiewkom opisującym warunki ekonomiczno-spoleczne>. Od rzeczownika tego pochodzi czasownik <zhabermassować>, który użyć można w zdaniu <Zhabermassował Einsteina>, oznaczającym „podjął próbę wydedukowania szczególnej teorii względności ze struktury społecznej berneńskiego biura podatkowego”.[1]

 

Rezultaty podobnej zabawy można znaleźć także w innych dziedzinach. Na przykład weźmy kategorię film polski. Pojawiły się rzeczowniki i przymiotniki od-nazwiskowe:

 

Bareizm. (Kazimierz Kutz)

Postkieślowszczyzna (Zygmunt Kałużyńśki)

Kieślowskowate (Iwona Siekierzyńśka)[2]

 

Bareizm

Małgorzata Karolina Piekarska na swoim blogu[3] pisze tak:

„Gdy w latach 60-tych Stanisław Bareja rozpoczynał reżyserowanie sowich kultowych komedii (przypomnę tylko, że debiutował kryminałem o tytule „Dotknięcie nocy”) Kazimierz Kutz użył określenia „bareizm”, jako synonimu kiczu. Wtedy uważano (nie tylko Kazimierz Kutz tak twierdził), że to, co robi Stanisław Bareja to są kiczowate i głupie komedie. Z czasem stały się filmami kultowymi. To na nich mój syn poznawał absurdy życia w PRL. Dziś termin „bareizm” odnosi się do absurdalnych wypowiedzi, haseł, napisów, obwieszczeń itd.”.

Na facebooku istnieje funpage „Bareizmy wiecznie żywe” z różnymi absurdami. Podoba mi się np. sfotografowana etykietka na mięsie „zając wieprzowy”. Zwłaszcza dlatego, że to nie musi być pomyłka – etykietki na żywności często, w mniej rzucającej się oczy formie i subtelniej wskazują, że mamy do czynienia z „ZAJĄCAMI wieprzowymi”

 

Postkieślowszczyzna (Zygmunt Kałużyńśki) – nie znalazłam jeszcze historii tego określenia, mogę się tylko domyślać, co ono znaczy i że nie jest pochlebne.

 

Kieślowskowate (Iwona Siekierzyńśka)

W wywiadzie Katarzyny Bielas z Iwoną Siekierzyńską z 5 lipca 2003 r. w „Wysokich obcasach” ten przymiotnik znajduje wyjaśnienie:

Katarzyna Bielas: Twój film krótkometrażowy "Pańcia" o miłości 13-letniej ziewczynki do księdza otrzymał w 1996 roku nominację do studenckiego Oscara. Opiekunem filmu był Krzysztof Kieślowski. Jak opisałaś mu swój pomysł?
Iwona Siekierzyńska: Wtedy jeszcze nie było postaci księdza. Powiedziałam, że to ma być film o uczuciu, którego nie można ujawnić. O tym, że trzeba siedzieć grzecznie na krzesełku, chciałoby się siedzieć na czyichś kolanach. Taka była nasza pierwsza rozmowa.

KB: Jak to, nie było księdza?
IS: Chodziło mi o uczucie, które nie ma żadnej szansy, które trzeba ukryć albo nie wiadomo, co z nim zrobić. (…) Ksiądz, dziewczynka i pies przyszli mi do głowy, kiedy siedziałam na zajęciach w szkole filmowej. Nagle z moich zagraconych szufladek wyłoniła się prosta, jasna myśl. Zobaczyłam też koniec - w ostatniej scenie dziewczynka idzie wyznać księdzu miłość, a on w ogóle nie wie, o co chodzi. (…)

 

KB: Ostatnia scena jest inna. Widzimy bohaterkę podobnie jak kiedyś - w wannie, ale teraz już jako dojrzałą kobietę.
IS: Wannę wymyśliłam później. Zrozumiałam, że jest to też film o historiach, które wloką się za nami, z których nie możemy się wyzwolić. Bohaterka jest dorosła, ma porządny, zamożnie wyglądający dom, ale w środku jest dalej dziewczynką.(…)


KB: Kieślowski opiekował się Tobą i dwoma innymi studentami, których wybrał. (…) Co się działo po wysłaniu scenariusza "Pańci"?
IS: (…) Była tam dziwna, erotyczna scena związana z księdzem, która potem nie weszła do filmu. Kieślowski od razu przyczepił się do tej sceny. Powiedział, że nie miałby na nią odwagi i radzi ją wyrzucić. Miał rację. W kinie czasami lepiej nie odsłaniać wszystkiego. Coś, czego nie widać, może mieć dużo większą siłę. Powiedział też, że dziewczynka żyje za bardzo w swojej wyobraźni i trzeba ją ściągnąć na ziemię. Przyjęłam jego uwagi, pojechałam do domu i w jedną noc wszystko od nowa napisałam.

 

KB: (…) Kieślowski Cię zainspirował?
IS: Tak. Pamiętam, że strasznie się zmartwiłam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam materiały z "Pańci", w której przepięknie zagrała Sylwia Karczmarczyk. Wszystko wydało mi się jakieś "kieślowskowate". Nie chciałam tak.
I nagle zdałam sobie sprawę, że w moim filmie, podobnie jak w "Czerwonym", bohaterka poznaje kogoś dla niej ważnego z powodu psa. Jak ja mogłam wcześniej tego nie zauważyć!
Wkurzyło mnie to, szczególnie że "Czerwony" specjalnie mi się nie podobał.
Ciekawe, że wtedy mnie to przygniotło, a teraz się z tego cieszę. Cieszę się, że są ludzie, do których można być podobnym. Żyjesz sobie zupełnie niezależnie i nagle okazuje się, że kawałeczek kogoś masz dalej w sobie. To tworzy poczucie wspólnoty, czasem dodaje otuchy.
*
 
 
Taki słownik sobie wyobrażam, nazwijmy go na przykład „Słownik pojęć odnazwiskowych”, ewentualnie "odnazwiennych". Wezmę na początek dwóch aktorów, których lubię i cenię, mam nadzieję, że nie będą mi mieli za złe tego wyróżnienia.

Najpierw przygotuję brzmienie czasownika, rzeczownika i przymiotnika:

stuhrować

stuhrowość

stuhrowany

- trudne, bo trzeba by uwzględnić jednocześnie wspólne cechy i Jerzego Stuhra i Macieja Stuhra.

Chyba, żeby się pokusić o modyfikacje:

jestuhrować

mastuhrowość

jestuhrowany

- w takiej sytuacji każdy p. Stuhr ma własne pojęcia.


Teraz muszę pomyśleć.

Jakie to pojęcia będą się łączyć z tymi brzmieniami i ich źródłowymi ludźmi.




[1] Dowiedziałam się tego z książki Bartosza Brożka, „Granice interpretacji”, Kraków 2014, z której cytuję ten opis „zabawy” słowami i pojęciami (s. 29-30) słownik można znaleźć pod adresem: www.philosophicallexicon.com
[2] Wszystkie trzy: bareizm, postkieślowszczyzna i kieśloskowatość znalazłam w książce „Świetliste słowa. Aforyzmy, myśli, powiedzonka o filmie i telewizji”, wybrał, opracował i wstępem opatrzył Marek Hendrykowski, Poznań 2005, s. 382
[3] www.piekarska.blog.pl post z 18 czerwca 2013 „Bareizm czy idiotyzm?”  http://piekarska.blog.pl/?tag=bareizm

sobota, 8 listopada 2014

Nowy rodzaj deszczu

Rano po śniadaniu poszłam do deszczowanego ogrodu. Chwilę pochodziłam, nawet nie trzeba parasola. Wlazałam do altany i zaczęłam sobie w głowie szukać NAZWY na ten  rodzaj deszczu. Zdecydowanie nie jest to mżawka, nie jest to też kapuśniaczek. Tylko kapanie. Coś, co oznacza, że z nieba spadają krople na tyle często, jedna o 30 cm od drugiej, że wystukują powtarzalny rytm i trudno uznać że „nie pada”. A jednak rozstawione są w spadaniu na tyle rzadko, że człowiek poważnie się waha, czy to jest już deszcz.
Dylemat podobny do tego, kiedy z ziarenek piasku, składanych jedo do drugiego, robi się coś, co można nazwać już „kupką piasku”?  
Zdecydowałam się na NAZWĘ  tego rodzaju deszczu:
„kapaczyk”.
 - „Weź parasol, mżawka na zewnętrz”
- „E, tam, od razu mżawka. Kapaczyk raczej”
 
....
p.s. Czy gęstsza jest mżawka, czy kapuśniaczek? A może to nie gęstość je różni, tylko jakaś inna cecha? Albo są - synonimami?

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Grzybowanie gospodarki

Co znaczy słowo "mushroom"?
To zależy czy "a" mushroom czy "to" mushroom.

"a mushroom" to grzyb.
"to mushroom" to gwałtowanie rozrastać się, przyrastać, wzrastać.

Przykładowo (1):

When the country's economy was transformed into free market, small businesses started mushrooming and thriving soon. 

(Gdy gospodarka kraju została przekształcona w wolny rynek, małe firmy zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu 
i rozwijać się z rozmachem).

Czyli jeśli coś gwałtowanie się rozrasta, to "grzybuje".
Na przykład: Branża gastronomiczna ostatnio grzybuje.
Neologizm-anglicyzm?




__________
(1) Przykład otrzymalam kiedyś w ramach mailingu nauka.pl (obecnie nie widzę tej witryny), gdzie powołano się na przygotowanie go wraz z załą lekcją, wspólnie z Siecią Szkół Językowych JDJ Bachalski   www.jdj.com.pl

czwartek, 7 sierpnia 2014

Jak nie pomylić deseru z pustynią?


Gdyby ktoś przeczytał zdanie:

"We're having ice-cream for desert"

 
uzna być może, że to miało znaczyć: "Mamy lody na deser".
 
Miało, ale nie znaczy. Bliższe jest już (choć nadal nieprawidłowe) znaczeniu "Mamy lody na pustyni" (powinno być wtedy "We're having ice-cream on the desert").
I chodzi to nie tylko o różnicę między
 
pustynią:
 
a desert
 
a deserem:
 
a dessert
 
lecz także między pustynią, opuszczaniem kogoś i deserem:
 
a desert [‘dezət]
pustynia
to desert [dɪ'zə:t]
opuszczać (kogoś, dezerterować)       
a dessert [dɪ'zə:t]
deser
 
Warto zwrócić uwagę, że "pustynia" i "opuszczać" piszą się tak samo...
 ...ale, co ciekawe, to
"opuszczać" i "deser" wymiawiają się tak samo. 

Przeprowadziłam też eksperyment. Wpisałam na www.translate.google.com następujące zdania:
we are having ice-cream for desert
we are having ice-cream for dessert
we are having ice-cream on desert

- i oto, jakie uzyskalam tłumaczenia:
my mamy lody na deser (błąd)
my mamy lody na deser (ok)
my mamy lody na pustyni (ok)

 
__________
korzystałam z książki George Sliwa'y "Angielski bez błędów. Jakie błędy popełniają Polacy i jak ich unikać. Poradnik", Wydawnictwo Literackie 2005 r. s. 190 
 

 

poniedziałek, 7 lipca 2014

"Obciążenia" to fatalna rama

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, skąd pomysł, by używać słowa "obciążenia" na określenie wykładów, ćwiczeń i innych zajęć, które np. adiunkt  prowadzi w danym roku akademickim na uczelni?
 
Słowo "obciążenia" ma negatywny wydźwięk, a jego użycie automatycznie tworzy negatywną ramę. O ramach językowych napiszę innym razem, tu tylko zaznaczę, że są to swoiste "skróty myślowe" nadające kierunek naszemu myśleniu o określonym zjawisku.
 
Przykładowo, o podatkach możemy pisać, że stanowią "ciężary" lub "inwestycje". I niezależnie od poglądu na to, czy stanowią jedno czy drugie, samo użycie określonej "ramy" językowej, nadaje kierunek naszemu myśleniu o podatkach. Rama wywołuje określony obraz i skojarzenia, prowadząc myśl dalej.
 
Dlatego określanie zajęć w ramach etatu na uczelni "obciążeniami" uznaję za wadliwe - to jest budowanie negatywnej ramy językowej, a co za tym idzie, niepożądanego kierunku myślenia o prowadzonych zajęciach.
 
Nie mówię, żeby je nazywać szumnie np. "wyzwaniami", jednak istnieją  korzystniejsze obramowania. Poczynając od przaśnych i niezbyt błyskotliwych "zajęć" na dany rok, poprzez bardziej mobilizujące "zadania" na dany rok akademicki, aż po wyszukane lecz zgrabne "pakiety wykładowe" czy "pakiety edukacyjne".

wtorek, 1 lipca 2014

Czy rzeczywistość to projekcja?


Czy możesz sobie wyobrazić, że „przestrzeń” nie jest czymś obiektywnym, a jej rozumienie jest kształtowane przez język?

A może odwrotnie: sposób patrzenia na „przestrzeń” kształtuje język, jakim się o niej mówi? Innymi słowy problemem jest to, czy język wyraża myśli czy je kształtuje.

Według jednego poglądu umysł odzwierciedla istniejącą rzeczywistość, według drugiego umysł ją kreuje. Pierwszy pogląd określa umysł jako "zwierciadło rzeczywistości", a drugi pozwala ludziom tworzyć obraz świata. Zgodnie z tym drugim poglądem, oglądamy jedynie "projekcję" rzeczywistości. No bo jak powstaje znaczenie? 

Zwolennicy poglądu zakładającego uniwersalność wiedzy twierdzą, że ludzie posiadają podstawową wiedzę o świecie, ma ona formę uniwersalnych pojęć. Przeciwny pogląd zakłada, że wiedza na temat świata wywodzi się z doświadczenia.

Czy znamy znaczenie słowa "śnieg" lub "drzewo", bo je znamy, czy dlatego, że znamy warunki użycia tych wyrazów?

Jest coś takiego, co zakłada, że język jest ściśle powiązany ze sposobem postrzegania świata. To lingiwstyka kognitywna (lub językoznastwo kognitywne).

Benjamin Lee Whorf określa ten relatywizm językowy następująco:

"Okazało się, że system językowego zaplecza (innymi słowy gramatyka) nie jest narzędziem wyrażania idei, lecz czynnikiem kształtującym te idee. Proces formułowania myśli stanowi fragment określonej gramatyki, nie jest niezależny i racjonalny w tradycyjnym sensie. Dokonujemy segmentacji natury tropami wyznaczonymi przez języki ojczyste. Obserwatorowi rzeczywistość jawi się jako kalejdoskopowy strumień wrażeń, a strukturę nadają jej nasze umysły, a przede wszystkim systemy językowe".

Wracając do przestrzeni:

"Levinson opisuje całkowicie odrębne rozwiązanie dla problemu orientacji przestrzennej, które pojawia się w związku z radykalnie odmiennym od angielskiego językiem rdzennych mieszkańców Australii: <Zamiast pojęć stosujących przestrzeń względną, w której obiekt, w zależności od jego własnej orientacji lokalizuje sie względem obszaru wyznaczonego przez inny przedmiot odniesienia (ja sam lub jakiś punkt oprientacyjny w przestrzeni), użytkownicy Guungu Yimithirr korzystają z systemu bezwzględnej orientacji (czegoś na kształt obrazu głównych stron świata). (...) Zamiast określeń jak: "przed", "za", "na lewo od...", "naprzeciw"... członkowie plemienia określają (...) lokalizację jako "na północ od", "na południe od..." Taki system funkcjonuje na każdym poziomie skali - od milimetrów po kilometry. (...) W języku tym nie występuje żadne innym system określania orientacji w przestrzeni>".

Mówi się o tym, że osoba, która zna kilka języków, posługując się każdym z nich, staje się inną osobą. Doznałam tego osobiście: jak mówię po angielsku,  czy inaczej "widzę" rzeczywistość? Czy ta rzeczywistość JEST inna, niż gdy mówię o niej w języku polskim.

Poligloci uważają, że o niektórych sprawach, jak sztuka, medycyna czy inne dziedziny lepiej mówi się w danym języku, a dla innych zagadnień – wolą używać innego ze znanych im języków.
______________
korzystałam z ksiązki "Język, umysł, kultura. Praktyczne wprowadzenie". Zolana Kovecses'a, s. 22, 24, 29-33

piątek, 27 czerwca 2014

False Friends

To jest jedna z moich ulubionych kategorii słów.
"False friends" czyli angielskie słowa, które są tak podobne do polskich, że wydaje się, iż mają to samo znaczenie.
A nie mają i głupio się pomylić. Podaję 7 przykładów.

False friends:

criminal
MEANS kryminalista
- and is different from: detective story

fine
MEANS w porządku, do przyjęcia
- and is different from: great, wnderful

hazard
MEANS niebezpieczeństwo
- and is different from: gambling

manifestation
MEANS objaw
- and is different from: demonstration

occasion
MEANS powód do uroczystości, świętowania
- and is different from opportunity, chance

pathetic
MEANS żałosny
- and is different from melodramatic and grandiose, pompous

eventually
MEANS prędzej czy później, w końcu
- and is different from maybe, if necessary

Czy mnie słuch nie myli, że niektórzy w tym miejscu westchnęli żałośnie, a inni z wykrzyknikiem, przypominając sobie wpadki, których dotąd nie byli świadomi?...:)


______________
Przykłady pochodzą z książki Sherill Howard Pociechy, "The english advisor or, how to use english for communication in the real world - approach to what's wrong with your english"

czwartek, 19 czerwca 2014

Psy, koty i żaby w cebrze

Idiomy, czyli osobisty rys języka, mogą służyć kapitalnej zabawie, polegającej na porównywaniu idiomów pełniących tę samą funkcję znaczeniową w różnych językach lub szukaniu ich pochodzenia.

Przykładowo:

to rain cats and dogs = prać żabami, lać jak z cebra

Ceber zostawmy. Ciekawi mnie skąd te zoologiczne odniesienia w idiomach dotyczacych ulewy, no i skąd zoo-różnice między polskim i angielskim idiomem.

Znalazłam wyjaśnienie dla psów i kotów:

Pierwsze użycie frazy podobnej do tego idiomu miało miejsce w 1651 roku, w zbiorze poezji Olor Iscanus”. Angielski poeta Henry Vaughan określił dach jako zabezpieczony przed dogs and cats rained in shower. Rok później Richard Brome, angielski dramatopisarze napisał komedięCity Witt”, w której użył zwrotu: „zanosi się, że będzie padać psami i tchórzami”. To były ówcześnie częste zwierzątka w Anglii. Następnie w 1738 roku Jonathan Swift opublikował „Kompletny zbiór dystyngowanych i pomysłowych konwersacji”, satyrę, w której użył określenia rain cats and dogs. Odtąd ten idom stał się popularny.
Swift napisał także wiersz “City Shower” (1710), który opisywał, że ulicami Anglii, po wielkich ulewach, płynęły potoki, a w nich utopione psy i koty – co może być uzasadnieniem dla idiomu.

Są jeszcze inne teorie etymologów, podam dwie przykładowe:

Odyn, nordycki bóg burz, był często przedstawiany z psami i wilkami, które były symbolem wiatru. Czarownice, które latały na miotłach podczas burz, były przedstawiane z kotami, co było znakiem deszczu dla żeglarzy. Stąd przypuszczenie, że raining cats and dogs może odnosić się do burzy z wiatrem (psy) i ulewy (koty).

Powiedzenie może także pochodzić od greckiego wyrażenia cata doxa, które oznacza coś przeciwnego doświadczeniu i niewiarygodnego. Jeśli pada „kotami i psami” to oznaczać może niezwykle, niewiarygodnie silny deszcz.

Koty i psy już mam. Teraz pora poszukać, skąd się wzięły polskie żaby jako metafora deszczu.

____________________ 
informacje dotyczące etymologii idiomy "to rain cats and dogs" w całości pochodzą ze strony “Everyday misteries”: www.loc.gov/rr/scitech/mysteries/rainingcats.html ,
która jest powiązana z Biblioteką Kongresu : www.loc.gov/about/

 
 

piątek, 13 czerwca 2014

Trup i deszcz

Usłyszałam kiedyś ciekawą sugestię, że słowa "deszyk" i "nieboszczyk" powinny się, znaczeniowo, zamienić miejscami. W ten sposób:
 
NIEBOSZCZYK - mżawki, kapuśniaczki i inne deszcze, bo to woda, która pada z nieba
 
DESZCZYK - martwy człowiek, bo sie mowiło kiedyś, że takiego się kladzie na desce. 

"Umarł Maciek, umarł,
Już leży na desce…
Gdyby mu zagrali,
Podskoczyłby jeszcze.
Bo w Mazurze taka dusza,
Gdy zagrają, to się rusza"

Służba językom, języki w służbie

Ten blog służy do dzielenia się spostrzeżeniami językowymi, które uzbierały się przez lata i dalej się gromadzą. Chodzi zarówno o język polski, jak i inne języki.